Drodzy Bracia i Siostry w Chrystusie!

Przeżywamy dziś radosne święta Bożego Narodzenia. Św. Jan Ewangelista zrelacjonował to wydarzenie w sposób bardzo lakoniczny: „Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami”. Słowo Boga zamieszkało pośród nas. Bóg okazał ogrom życzliwości. Tak się zbliżył do człowieka, że stał się jednym z nas. To szczyt miłości, która postępuje wbrew logice ludzkiego działania tak często, niestety, opartego na zasadzie opłacalności i interesowności. Ale nie można było inaczej, aby wydobyć nas z otchłani zła i grzechu, aby wreszcie mogło zajaśnieć nam, ludziom „kroczącym w ciemnościach” światło nadziei, którym jest Chrystus Pan.

Tak bowiem Bóg umiłował świat, człowieka, że nie zawahał się Syna swego jednorodzonego dać, aby każdy kto w Niego uwierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.

Według biblijnego opowiadania Boży Syn przyszedł na świat w stajni, „bo nie było dla Niego miejsca w gospodzie”. Już od średniowiecza, a szczególnie od czasów świętego Franciszka z Asyżu, artyści bardzo chętnie przedstawiali właśnie ową ubogą stajenkę. Mówią o niej również teksty wielu przepięknych, starodawnych kolęd i pastorałek. Cóż jest tak szczególnego w tym miejscu, co ono symbolizuje?

 

Drodzy Siostry i Bracia,

powinniśmy nieustannie uświadamiać sobie, że to my właśnie jesteśmy ową mizerną stajenką, w której rodzi się Bóg. Sami wiemy, że z powodu naszych słabości i grzechów, nie jesteśmy jakimś wspaniałym pałacem, który chętnie byśmy Mu ofiarowali. Jezus przychodzi na świat w miejscu, gdzie przebywają zwierzęta, bo ludzkie, bardziej godne siedziby zostają przed Nim zamknięte. Stajnia symbolizuje tę sferę naszej duszy, którą najchętniej ukrylibyśmy przed wszystkimi. Tam właśnie rodzą się i zamieszkują nasze instynkty, pragnienia, pokusy, których sami się boimy. Panuje tam chłód, ciemność, brud. Jakże mizerna i wstyd przynosząca jest ta szopka… a jednak Bóg chciał narodzić się właśnie w tym miejscu.

Ta prawda wymaga od nas wielkiej pokory. Musimy zebrać się na odwagę i otworzyć  przed Panem drzwi naszej stajenki, ukazując Mu całe nasze wnętrze. Bóg nie chce mieszkać w pięknych komnatach naszego serca, tych otwieranych chętnie przed wszystkimi.

On pragnie zejść do najbardziej skrywanych zakamarków naszej duszy i Swoim blaskiem oświecić panujące tam ciemności, wyzwolić nas z niewoli grzechu, z tego wewnętrznego więzienia fałszywych ideałów i obsesji. Albowiem tam, gdzie przebywa Boskie Dzieciątko, każda rzecz znajduje swoje miejsce, staje się ludzka i dobra. Tu właśnie realizuje się w pełni Boski sen o zbawieniu człowieka.

 

Drodzy Siostry i Bracia,

wydarzenie z Betlejem w swej istocie niesie ludziom radość, odbudowuje na nowo nadzieję, bo Dziecię Boże się narodziło, Syn został nam dany. Pomimo tego, jak dobrze wiemy, noc Bożego Narodzenia  nie byłą pozbawiona napięcia i przebiegała w atmosferze swoistego dramatu. Wszak większość ludzi żyła nadal tak, jakby nic się nie stało. Co więcej, Święta Rodzina nie została przyjęta do żadnego domostwa, musiała schronić się w zimnej stajni. Tak jak wtedy, tak i dziś ogromna część ludzkości nie rozpoznaje w nowonarodzonym Dziecięciu zapowiadanego przez proroków Mesjasza. „Na świecie było Słowo, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli”.

Czyż to nie przykre, nie bolesne?! Świat dzisiaj, tak jak kiedyś, w swojej istocie się nie zmienił. Człowiek zapatrzony w swoje interesy, doczesne kalkulacje, pozycję społeczną, podąża śladami niechlubnych poprzedników z czasów Jezusa. Kim dla ludzkości dziś jest Jezus – to bezbronne Dziecię? Czym jest ta bezbronna i bezinteresowna Miłość wobec świata przemocy, agresji, świata zimnych kalkulacji?

Pomimo tej smutnej prawdy, św. Jan Ewangelista oznajmia mocnym głosem: „Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi”.

Pomimo całego realizmu zła, pogardy i odrzucenia, pomimo obojętności tak wielu, którzy Jezusa nie przyjęli, wydarzenie z Betlejem miało miejsce nie na próżno.

Jest jeszcze druga część ludzkości, jest jeszcze inny świat: ludzi wrażliwych, głodnych prawdy, sprawiedliwości i miłości, świat otwarty na Boga, na Jego słowo. Do tego świata należą wszyscy ci, którzy uwierzyli miłości, którzy poszli jej śladami.

Ewangelista Łukasz przekazuje nam, że podczas gdy Maryja układała swoje Dzieciątko w żłóbku, grupa pasterzy pilnowała pod gołym niebem swoich owiec. To oni właśnie zostaną pierwszymi głosicielami narodzenia Pana. Ci biedni i pogardzani przez społeczeństwo ludzie mieli pewną fundamentalną zaletę, która pozwoliła im usłyszeć w nocy anielskie wołanie. Chodzi oczywiście o głęboką pokorę i powiązaną z nią zdolność uważnego słuchania.

Człowiek, który umie słuchać jest otwarty na każdą dobrą nowinę, nawet najbardziej niespodziewaną. Właśnie takiego pokornego i posłusznego wsłuchania się w głos Boga potrzeba, aby zrozumieć i dostrzec tajemnicę zstąpienia na świat Bożego Syna.

 

Drodzy Siostry i Bracia,

stawajmy się jak pasterze z Betlejem, którzy ujęci delikatnością Zbawiciela zrozumieli, że wydarzenie z Betlejem trzeba przedłużyć w czasie. Boże Narodzenie nie może zakończyć się następnego dnia. Jezus, który do nas przychodzi, nie chce być tylko gościem, ale chce zamieszkać w naszych sercach na stałe. Trzeba więc, aby Jezus mógł się powtórnie narodzić się w naszych sercach. I trzeba nam na nowo „z Boga się narodzić, abyśmy stali się dziećmi Bożymi”. Niech zatem wydarzenie z Betlejem odżywa w naszych sercach, w naszych myślach i czynach. Pozwólmy się prowadzić Bogu. Miejmy odwagę szukać Go i przyjmować. Przyjąć Go nie na dzień, dwa, miesiąc, ale na stałe. Przyjąć go z wiarą. Przyjąć jako nadzieję naszych najgłębszych ludzkich pragnień. Przyjąć Go z wielką miłością.

Amen

Warszawa, 25.12.2019